13. Festiwal Fantastyki 2006 PDF Drukuj Email
czwartek, 11 marca 2010 12:25

TRZYNASTY, NIE FERALNY

Trzynastka za nami! A na dzień przed festiwalem wydawało się, że wszystkie siły natury, łącznie z prawami Murphy’ego są przeciw nam. Cały program był zapięty na ostatni guzik już 30 maja. Pisarze potwierdzeni, filmy z licencją, występy artystyczne dograne. Aż tu nagle w czerwcu zaczęło się – dosłownie wszystko – sypać. Tłumacz książki Mielkego spóźnił się z tłumaczeniem, drukarnia była zawalona innymi zleceniami, ale zaklinała się, że ze wszystkim się wyrobi, jeśli nasi graficy dadzą okładki na czas. Na tym odcinku akurat wszystko zaczęło się walić. Chcieliśmy mieć katalog wydawniczy – sprawdziliśmy skład, wszystko było OK., do czasu, gdy okazało się, że drukarnia potrzebuje innych plików. Konieczny był nowy skład, robiony był na dwa dni przed imprezą, gdy my byliśmy już w ruchu – trzeba było przygotowywać zamek, księgarnię, jechać po Achilleosa na Okęcie, wieszać wystawę. No i skład poszedł, ale bez korekty, i parę błędów się w katalogu znalazło. Ale drukarnia zrobiła 500 egz na czas.
Program festiwalu szykowaliśmy na ostatnią chwilę, żeby móc zrobić ewentualną korektę. No i nagle czasu było za mało, najpierw zabrakło nam tonerów, potem wysiadły pod rząd dwie drukarki kolorowe. Ostatecznie robiony był w nocy przed impreza. Podobnie zaproszenie na wernisaż Achilleosa – skończono na godzinę przed otwarciem. Nie wspomnę o znaczkach i koszulkach firmowych – dosłownie na ostatnią chwilę.
Cóż, o 8 rano w czwartek stanęliśmy do festiwalu gotowi – ale po dwóch dobach bez snu. Może dlatego dopisała nam pogoda (były przelotne opady, ale w nocy, gdy kończyliśmy występy w plenerze), a wszystkie punkty programu powiodły się. I to punktualnie. Mieliśmy drobne problemy ze sprzętem i nagłośnieniem na sali kinowej, ale to akurat może się zdarzyć zawsze, a sala raczej świeciła pustkami (poza kilkoma projekcjami, na których było 150 osób.

CZWARTEK, dzień pierwszy:
Dzień przyjazdów zwykle bywa krótszy, jeśli chodzi o program. Droga daleka, ludzie chcą odpocząć, więc już o 18 udano się do hotelu Gawra. Ale i tak odbyły się spotkania z Jarosławem Grzędowiczem, Mają Kossakowską, Andrzejem Pilipiukiem i organizatorem Solaris Travel – Wojtkiem Sedeńką. Otwarto wystawę prac Achilleosa, było też czynne jego stoisko, na którym dyżurował ze swoją uroczą asystentką i webmasterem zarazem, Karin. Na wystawie znalazło się 12 prac oryginalnych i około 20 szkiców na różnym etapie tworzenia, które miały pokazać proces twórczy.
W hotelu przygotowano ognisko, kiełbacha była domowej roboty, wprost wyśmienita, do tego piwo Specjal od sponsora, browarów „Żywiec”. Były śpiewy (różnojęzyczne) i swawole.

PIĄTEK, dzień drugi:
Jak zawsze jest to dzień najtrudniejszy dla organizatorów i o najdłuższym i najciekawszym programie. W dodatku w piątek dojeżdżają liczni goście i uczestnicy, więc nie można zwolnić ludzi z recepcji. Tutaj pomagało drugie pokolenie Solarisowe – Piotrek Piasecki oraz Bartek, Ula i Jędrek Sedeńkowie.
Na sali kinowej odbywał się Dzień Dickowski, zaczęty „Blade runnerem”, z panelem prowadzonym przez Lecha Jęczmyka, Marka Oramusa i Wojtka Sedeńkę. W galerii spotkanie z Chrisem Achilleosem, który pokazywał slajdy, technikę malarską i swoją drogę twórczą. Na sali spotkań kapitalna prelekcja Jacka Inglota (z niemiłym zgrzytem z poprzedniej epoki, gdy pracownica lubelskiego wydawnictwa poskarżyła się telefonicznie swojemu szefowi, że prelegent nie wyraża się pochlebnie o tymże wydawnictwie, na co ów szef zadzwonił natychmiast do Inglota grożąc mu sądem – było to dość powszechnie i jednoznacznie negatywnie komentowane w kuluarach). Potem zamierzenia wydawnicze Solaris przedstawił Wojtek Sedeńko. Następnie odbył się blok o fantastyce ze wschodu – najpierw Paweł Laudański omówił ją obszernie, a potem zabrała głos Maria Galina, pisarka i krytyk w jednej osobie.
O 18 odbył się wernisaż Chrisa. Wszystko filmowała TVP Kultura, robiąc mnóstwo materiałów do wykorzystania przez kilka dni na antenie.
Potem zaczął się happening. Rozpoczęło go grillowanie – karkówka, szaszłyki, boczek, kiełbasa, do tego darmowe piwo. Po godzinie, gdy już wszyscy się najedli, rozpoczął granie zespół folkowy White Garden, koncert był naprawdę niezły. Wszystko to odbyło się na podzamczu, a w fosie gromadka chętnych szyła z łuku angielskiego, całkiem dobrze radził sobie Achilleos i Sedeńko. Pod wieczór, gdy zapadały już ciemności, wystąpił na głównym dziedzińcu zamkowym Teatr Ognia z Bisztynka, dając naprawdę wspaniałe widowisko. Do hotelu dotarliśmy przed północą, a kawiarnię okupowano jeszcze do białego rana.

SOBOTA, dzień trzeci:
W ten dzień najważniejsze były spotkania. Rozpoczęło się to od Andrzeja Sapkowskiego, spotkanie poprowadził Wojtek Sedeńko, co chwila zresztą wychodząc, gdyż w tym dniu transmisję na żywo z festiwalu prowadziło Polskie Radio, przeprowadzając rozmowy z większością gości, z uczestnikami i organizatorami. Potem odbyło się spotkanie z Lechem Jęczmykiem, promujące jego książkę „Trzy końce historii, czyli Nowe Średniowiecze”. Następnie wypowiedział się Thomas R.P. Mielke, po raz drugi na festiwalu i już zapowiadający swój udział na następnym.
Tego dnia odbyło się jeszcze spotkanie z Witoldem Jabłońskim i panel o fantastyce pisanej przez kobiety. Temat zgrany, ale nie w Nidzicy. Wystąpiły Ewa Białołęcka, Maria Galina (tłumaczyła też kobieta, Agnieszka Chodkowska), Magdalena Kozak, Maja Kossakowska, Joanna Kułakowska.
Po spotkaniach nastąpiło wręczenie nagród SFINKS 2006. Laureaci zaprosili następnie na dół, do restauracji, a na podzamczy rozpoczęły się przygotowania do konkursu wyborów Krasnoludzkiej Miss Polski. Niestety, nie wszystkie krasnoludki miały odpowiednie ludowe stroje. Ale i tak było trochę śmiechu, gdyż kobitki (w większości brodate i brzuchate) musiały zademonstrować umiejętności taneczne, w tym taniec na trzonku od topora. Konkurs wygrała baba 140 kilogramowa imieniem Solarysia. Nagrody ufundowali: Wydawnictwo Supernowa, Wydawnictwo Solaris, biblioteka Planeta 11, „Żywiec” S.A. oraz cukiernia Ptyś z Olsztyna.
O 18 udano się do hotelu, gdzie przygotowano wspaniałą ucztę. Podano na niej szaszłyki, żeberka z grilla w kapuście, kilka rodzajów kiełbas, grillowane kartoszki, karkówki, żurek, sałatki, domowy smalczyk z ogórkami i inne zakąski. Furorę robił napój łatwopalny „Solarisówka”, bezkacowy, patentowany. Bawiono się do bladego świtu.

NIEDZIELA, dzień czwarty:
Dzień rozjazdów wcale nie oznacza, że impreza szybko się kończy. Odbyły się prelekcje Marcina Wolskiego, Rafała Nawrockiego, Marcina Przybyłka i Macieja Parowskiego. Trwały filmy, Chris Achilleos wyprzedawał ostatnie albumy i figurynkę (kupił ją Marcin Przybyłek).
Dla czterdziestu kilku uczestników nie oznaczało to końca Festiwalu, gdyż około piątej popołudniu rozpoczął się Poligon V2. Tradycyjnie ogniskiem, tańcami i przeglądem filmowym.

PONIEDZIAŁEK, dzień piąty:
Będąc zakwaterowanym nad jeziorem nie sposób nie wykorzystać tego atutu. Rankiem, zaraz po śniadaniu, rozpoczął się spływ kajakowy jeziorem Omulew, wzdłuż wyspy kormoranów, do rzeki Omulew. Popłynęło 14 kajaków, wielu uczestników było na spływie po raz pierwszy, więc bardzo sobie chwalili tę atrakcję. Trasa zaplanowana przez Wojtka wiodła przepięknym leśnym, rynnowym jeziorem, gdzie nie ma żaglówek i motorówek, a skończyła się na moście na rzece Omulew, wspaniałej, momentami ładniejszej od Krutynii, za to wolnej od łódek i kajaków. Byliśmy w tym pięknym lesie sami, spływ zakończyło ognisko z kiełbaskami. Większość uczestników otworzyła też sezon pływacki.
W tym samym czasie trwały zawody w tenisie stołowym.

WTOREK, dzień szósty:
Ten dzień wykorzystaliśmy na wylegiwanie się w słońcu, filmy, spacer przepiękną aleją dębową (dęby mają po 600 lat!). Następnie Solarycho zaprosił graczy na ping ponga. Mecze kończyły się tradycyjną wymianą koszulek. Największy ubaw był, gdy Karin, szczupła kobitka oddała swój t-shirt Ryśkowi, a ten nałożył go wprawdzie na siebie, ale szwy tego nie wytrzymały. Potem Thomas zaprosił wszystkich na tradycyjny niemiecki popitek fanowski.

ŚRODA, dzień siódmy i ostatni.
Nadszedł dzień pożegnań, więc niebo się popłakało. W deszczu żegnaliśmy się i umawialiśmy na kolejny festiwal. Następnie ruszyliśmy, każdy w swoją stronę, tylko Thomas Mielke pojechał do Stawigudy, ogromnie ciekaw nowej siedziby „Solaris”, którą widział rok wcześniej w budowie. Spodobało mu się, był pod wrażeniem. W ogóle wielce spodobała mu się Polska i Polacy.
Kolejny, XIV Festiwal Fantastyki w Nidzicy odbędzie się w dniach 21-24 czerwca 2007 roku, a Poligon 24-27 czerwca 2007. Zdecydowano, że ponownie kwaterujemy w Gawrze.

 
 

Sponsorzy

Organizatorzy

Współpraca

Patronat

ro