16. Festiwal Fantastyki 2009 PDF Drukuj Email
czwartek, 11 marca 2010 12:42

XVI Festiwal Fantastyki- relacja Wojtka Sedeńki

To już trzeci festiwal organizowany tak skromnymi siłami, że te cztery dni upływają jak z bicza strzelił, stale na nogach, bez snu praktycznie, a wszystkie tzw. wydarzenia zlewają się w jedno. Tegoroczny festiwal był w dodatku najdłuższy z dotychczasowych, gdyż już 10 czerwca przyleciał do Polski Robert Silverberg wraz z żoną, również pisarką SF – Karen Haber.

ROBERT SILVERBERG i KAREN HABER

Oboje znamienitych gości spędziło dni poprzedzające festiwal w Krakowie i w Warszawie, gdzie pod dyskretną opieką Jacka Smycza w grodzie Kraka i Krzyśka Sokołowskiego w stolicy zwiedzali, delektowali się polskim jedzeniem, odwiedzali muzea. Spotkali się także z czytelnikami w czasie krótkich audiencji w księgarni Hetmańskiej na Starym Rynku i w Empiku na Nowym Świecie. Było to zaledwie preludium do wielogodzinnego spotkania w Nidzicy.

Państwo Silverberg okazali się przemiłymi, bardzo inteligentnymi ludźmi. Bob – autor wielu dziesiątków powieści, selekcjoner antologii, człowiek znający właściwie wszystkich wielkich w światowej fantastyce – nie przyjmował pozy gwiazdy, raczej trzeba go było na spotkaniach ciągnąć za język. Na spotkaniach skromny i nieśmiały, w mniejszym gronie tryskał humorem i bardziej się otwierał.

Dojechałem na oba spotkania – w Krakowie zdołałem jeszcze zawieźć gości do Wieliczki, gdzie zwiedzili kopalnię soli. To był jeden z ciekawszych punktów ich programu turystycznego, ale większe wrażenie zrobił na nich Malbork. Smakowało im jedzenie, a byli karmieni obficie – po wspaniałym warmińskim żarciu w karczmie w Gietrzwałdzie, trafili od razu na naszą biesiadę w Kalborni i nie żałowali sobie niczego. Chwalili miody pitne, niepasteryzowane piwo, żubrówkę, nalewki i wódeczkę miodową.

Oni zwiedzali, chłonęli Polskę, a my zasuwaliśmy na zamku w Nidzicy.

GOŚCIE, GOŚCIE…

To zawsze jeden z najmocniejszych punktów programu. Oprócz wspomnianych pisarzy z Kaliforni, festiwal zaszczycili wydawcy i redaktorzy z Czech (Tomas Jirkovsky, i kapitalny antologista - Martin Sust), przyjaciele z Litwy. Polscy goście także dopisali. Nie mogło zabraknąć debiutu – Robert Foryś z wielką swadą mówił o polowaniach na czarownice i własnej twórczości,udzielał się w panelach. Ewa Białołęcka arcyciekawie mówiła książkofilii i bibliochirurgii, pokazywała niezwykle oprawione książki, m.in. wprowadziła w zachwyt Silverberga egzemplarzem „Człowieka w labiryncie” z ręcznie wykonaną oprawą.

Dominika Materska-Oramus fachowo rozprawiała o ostatnich wielkich mistrzach SF, Marek Oramus z kolei wziął na warsztat bankowość i pieniądze w fantastyce. Jacek Komuda promował swojego „Samozwańca”, Jarek Grzędowicz zastanawiał się, czy new weird ma przyszłość, a Maja Kossakowska zrobiła wykład o Świecie Faerie.

Nie zabrakło prelekcji filmowej – tym razem mówił o filmie Paweł Kempczyński. Andrzej Pilipiuk opowiadał o swoich fascynacjach archeologią, Maciej Parowski o planie alternatywnej Burzy, a Mikołaj Wachowicz zaprezentował postać arcyłotra Berengara, prawnuka Karola Wielkiego. Nie mogło zabraknąć na festiwalu astronomii – Leszek Błaszkiewicz pokazał film o rozwoju technik astronomicznych. A Marcin Przybyłek przekonywał, że może nam powiedzieć prawdę o nas samych na podstawie opowiedzianej historii.

Odbyły się panele – o historii mówili Foryś, Komuda i niżej podpisany, rozprawiano o polskim rynku książki i przemianach, jakie na nim następują, a wydawnictwo Supernowa przedstawiło swoich autorów, poza Kempczyńskim, Forysiem, Przybyłkiem, głos zabierali jeszcze Marek Baraniecki oraz Witold Jabłoński.

Najdłuższe było oczywiście spotkanie z Robertem Silverbergiem, tak długie, że konieczna była przerwa na obiad. Na Sali Rycerskiej miałem ponad dwieście krzeseł, wszystkie były zajęte. Zapisy spotkania, a także wywiad w tym numerze przybliżają atmosferę tego wieczoru.

Z innych spotkań odbyła się jeszcze narada globtroterów przed solarisową wyprawą do Szkocji. Oraz zastępcze spotkanie za Lecha Jęczmyka, który nieoczekiwanie się rozchorował. Razem z Markiem Oramusem i Krzyśkiem Papierkowskim zajęliśmy licznie zgromadzoną publiczność anegdotami fandomowymi.

SFINKSY

Trudno uwierzyć, ale plebiscyt SFINKSA ma już piętnaście lat, tym razem wręczono nagrody w Galerii pod Belką. Szersze wyniki i dokładne wyliczenia możecie poznać w reaktywowanym Sfinksie.

WYSTAWA TOMKA MAROŃSKIEGO

Tomek zaczyna wyrastać na twórcę najlepszych okładek fantastycznych w kraju. Jego ilustracje zdobią już okładki w Czechach, w Wielkiej Brytanii, w magazynach amerykańskich, teraz należy się spodziewać jego prac w wydawnictwie Tor. Ja mam tę satysfakcję, że to u nas, w Solaris, gwiazda Tomka rozkwitła najmocniej.

Wystawa miała okazałą oprawę. A autora wzruszył chyba najbardziej Marcin Przybyłek, który prezentacją multimedialną dokonał artystycznej diagnozy twórczości Tomka.

INNE MEDIA

Nie od dziś wiadomo, że fantastyka to nie tylko literatura. Romans z naszym ulubionym gatunkiem miewał każdy rodzaj sztuki. I to chcieliśmy zawsze na festiwalu pokazywać. Nieformalna grupa teatralna Rodziny Korzunowiczów przedstawiła prapremierę widowiska „Dagis Town” według własnego pomysłu. Grupa zapaleńców i grafików komputerowych pokazała przyszłość reklamy książkowej – film o Gamedecu Marcina Przybyłka – tu też swoje trzy grosze (a nawet więcej) dołożył Tomek Maroński.

Fenomenalnie zaprezentował się zespół folkowy Ethnoholic, wykonując w brawurowy sposób utwory z Karpat: Ukrainy, Rumunii i Słowacji. W dodatku zespół bawił się wraz z uczestnikami, pozwalając im wykonywać partie wokalne, a liderki zespołu wspierały nieopierzonych frontmenów chórkami.

KSIĘGARNIA

Księgarnia jest bardzo ważnym miejscem w Nidzicy. Obszerna salka pozwala organizować tu spotkania oraz daje okazję do porozmawiania o książkach. Za stołami zawalonymi książkami stawali nie tylko księgarze – polecali książki Sedeńko, Marek Oramus, Janek Żerański i Mirek Obarski. Na tych polecankach brakowało wolnych miejsc, salka była pełna.

Bob Silverberg był zdumiony obfitością tytułów, wielce chwalił naszą serię KLASYKA SF, bardzo podobała mu się oprawa graficzna. I nie były to słowa kurtuazji, bo po powrocie do Stanów dał temu wyraz w swoim blogu, bardzo chwaląc Solaris, Polskę i imprezę w Nidzicy. A przecież Worldconów to on widział co niemiara. Aż raka spiekłem, a zmęczenie po konwencie odeszło natychmiast. Dość że powiem, iż korespondencja między naszym gościem a nami trwa nieprzerwanie od miesiąca i przynosi nam (i czytelnikom w przyszłości) bardzo wymierne korzyści.

HAPPENINGI I KONKURSY

Festiwal nie może się obyć bez zabawy. Niektórzy świętowali od rana do wieczora, alewiększość przystępowała do zabawy dopiero późnym popołudniem, gdy kończył się blok spotkań.

Pierwszy wieczór wypełniło tradycyjnie ognisko, gdzie ludzie witali się po rocznej przerwie. W piątkowe popołudnie i wieczór zamek wypełnił się przebierańcami,muzyką folkową oraz zapachami barbecue. Sobota wieczór, a więc czas, kiedy już impreza zbliża się końca (ta oficjalna część, bo przecież jest jeszcze Poligon V2), to już zupełny luzik.Do kapitalnego żarcia nie dostroiła się tylko pogoda, ale burze wcale nam nie przeszkadzały pod zadaszonym i osłoniętym od wiatru biesiadowisku. Szkoda tylko, że chmury nie pozwoliły nam zrealizować zaplanowanego pokazu nieba.

Z podobnej przyczyny nie odbył się turniej łuczniczy – wszystko było przygotowane, ale było zimno i mokro. To nic, za rok będzie huczniej. W konkursie przebierańców ponownie zwyciężył Darek Jasiewicz, tym razem przebierając się za Krowę - 8 pasażera Nostromo. Stroje przygotowuje miesiącami. Dużym wzięciem cieszył się konkurs plastyczny dla dzieciaków. Nagrody w nim ufundowała Nasza Księgarnia.

FANTASTYCZNY GRAJDÓŁ

Minikonwencik przyfestiwalowy odbył się po raz drugi i frekwencja była wyższa o 150%. Całość przygotowało bardzo sprawnie Stowarzyszenie Avangarda z Warszawy. Skąd ta nazwa? Bo konwencik dotyczył wyłącznie gier, a odbywał się pod zamkiem, w prawdziwym dole, w liceum Staszica w Nidzicy.

FREKWENCJA

Koniecznie trzeba powiedzieć o frekwencji. Był to najliczniejszy festiwal w historii, na spotkaniach często było do stu osób (tyle mamy krzeseł w Galerii), a w Rycerskiej bywało i więcej.

W tym roku ośrodek w Kalborni okazał się za mały, ludzie spali w hotelu zamkowym, także na kwaterach prywatnych. Tak będzie chyba i dalej, chociaż trochę mnie martwi ten brak miejsc noclegowych. Co roku coraz ciaśniej, a już za dwa lata naszym gościem będzie George R.R. Martin. Co się będzie wtedy działo?

 
 

Sponsorzy

Organizatorzy

Współpraca

Patronat

ro