Plus dwa. Dzień drugi festiwalu PDF Drukuj Email
sobota, 12 czerwca 2010 09:28

Drugi dzień festiwalu zwykle bywa servivlem. Trzeba wstać wcześnie, po śniadaniu biec do autokaru, potem spotkania, hapeningi - i tak do wieczora.

Żar nieznośny. Organizatorzy zastanawiają się, kto zawinił. Czarek słał mejle o pogodę, Wojtek się modlił, a Rysiek dał na tacę. Co przeważyło? Chyba wszyscy zrobili, co mogli, bo pogoda na 300%.

 

Spotkania rozpoczyna Jacek Inglot. Po nim wspaniałe spotkanie warsztatowe Anny Brzezińskiej, potem kolejno: Mikołaj Wachowicz, Waldemar Płudowski, Dominika Oramus, Szczepan Twardoch i Marek Oramus z Bronisławem Kledzikiem.

Na sali filmowej trwa przegląd przerywany krótkimi prelekcjami, w tym prezentacją Euroconu w Cieszynie.

Z samego rana obywa się spotkanie globtroterów z Solaris Travel, wspominki, anegdoty, fotografie.

O jedenastej turniej łuczniczy i strzelecki z ASG. W bibliotece trwa konkurs plastyczny dla dzieci.

O godzinie osiemnastej otwarcie wernisażu wystawy Fantastic Fusion. Otwiera Bodek Żukowski, potem Marcin Przybyłek dokonuje multimedialnego i artystycznego "rozbioru" prac.

A po wernisażu tradycyjnie happening. Wychodzą pierwsi przebierańcy. Dzieci wpadają w przerażenie, gdy na dziedzińcu pojawia się Shrek. Jak żywy. Osioł sprawia wrażenie mniej żywego, za to pluszowego. Szykuje się barbecue, zespół zaczyna grać pierwsze kawałki, gdy zmienia się raptownie pogoda. Mamy sygnały, że znad morza idzie nawałnica. Po chwili otrzymujemy telefon, że w Ostródzie gradobicie i oberwanie chmury. Już w kwadrans później niebo otwiera się nad zamkiem i na dziedziniec leją się strumienie wody. Grzmi, wicher przerywa grile, zalane węgle syczą i dymią. Istne pandemonium.

Ludzie chowają się pod krużgankami, kapela gra dalej.

 

Wtedy sprawy w swoje ręce bierze Wojtek Sedeńko. Przebrany w szkocki kilt McSedeńko - niczym prawdziwy Highlander z klanu Robinsonów - wyskakuje solo pod strumienie wody i zaczyna tańczyć, zaklinając deszcz w rytm rockowych riffów gitarowych. Błyskają flesze, ludzie zaczynają się śmiać - a niebo słucha. Po kwadransie jest po nawałnicy, wychodzi słońce, i jest wreszcie czym oddychać.

 

Odpalamy grilla, kapela przedłuża granie, jest wspaniale.

Wieczorem w Kalborni, nad pomostem, zaczyna się pokaz astronomiczny. Leszek Błaszkiewicz wprowadza w arkana obserwacji nieba. Profesjonalny teleskop, laserowe wskaźniki błąkające się po niebie. Frekwencja, pomimo pory, olbrzymia. Do drugiej w nocy niebo ogląda ze czterdzieści osób.

 

A w hotelu zabawa przedłuża się do rana.

 

 
 

Sponsorzy

Organizatorzy

Współpraca

Patronat

ro