|
XI Festiwal Fantastyki Festiwal Fantastyki w Nidzicy to obok Nordconu najbardziej rozrywkowy z polskich konwentów. Rozrywka i życie towarzyskie nie przesłaniają tam jednak "tej cudownej rzeczy, dzięki której wszyscy się poznaliśmy - fantastyki", jak pięknie powiedział Wojtek Sedeńko. Na XI Festiwal zjechał do Nidzicy kwiat polskiej fantastyki i liczni goście z Anglii, Hiszpanii, Niemiec i Ukrainy. Program był aż za bogaty, skoro trzeba było wybierać między Sapkowskim a Jęczmykiem występującymi jednocześnie! Gwoździem programu było w piątek spotkanie z tańczącą na podium Pat Cadigan. W sobotę był to benefis Lecha Jęczmyka. Jubilat wystąpił w gipsowym pancerzu, bo wykonując poprzedniej nocy skok tygrysi złamał sobie obojczyk. Było co wspominać, od wjazdu Hitlera do Warszawy we wrześniu 1939 zaczynając! W konkursie strojów rycerze piwni - Dorota Miara z mężem - stawali w pancerzach z kapsli od piwa, a Klaudia wystąpiła jako kapłanka, pożeraczka męskich serc wyrywanych gołymi rękami (1). Zaraz potem omal nie spłonęła przyparta przez tłum wielbicieli do rozpalonego rusztu. Nagrody Sfinksa otrzymali: Jacek Dukaj za "Inne pieśni" i Andrzej Ziemiański za "Zapach szkła" oraz Marina i Siergiej Diaczenko za "Czas wiedźm" i Fritz Leiber za "Zdążyć na Zeppelina". Za książkę roku uznano "Dworzec Perdido" Chiny Mieville. Przed sobotnią ucztą Asterixa przeszła nad polaną burza, ale dachy nad stołami wytrzymały i wszystko udało się znakomicie. Wikingowie popisywali się sprawnością w przewijaniu się pod stołami bez dotykania ziemi. Rychu Piasecki częstował wszystkich miodem z rodzinnej firmy, ale według Wojtka Sedeńki clou tego wieczoru było ceremonialne pojenie gości przez Klaudię płonącym absyntem. W niedzielę w księgarni Marek Oramus polecał dobre książki słuchaczom z Obojga Narodów (2). Potem w Galerii Pod Belką Dominika Materska po raz pierwszy w życiu mówiła o sobie. Głównym tematem była jej książka "Stacja kontroli chaosu". - Powstaje już legenda o Nowej Fantastyce - powiedziała - takiej jaką była. Moją książkę można podciągnąć pod twórczość kombatancką. Poświęciłam jej kilka lat swego życia, równolegle z tym, co robiłam w Nowej Fantastyce (kontrolowałam chaos). Samo rysowanie okładki pod dyktando autora trwało pół roku. Pewne osoby rozpuszczają plotki, że jest niedobra... Maciek Parowski. - To ja! Bo pod dyktando. Lech Jęczmyk. - Nie bądź sekciarzem, Maciejka! - Nasza biedna planeta uległaby zagładzie, gdyby dzielni krytycy na tym żółwiu nie kontrolowali chaosu. Zaproponowałam trzy sposoby kontrolowania 1) eseje, dialog czytelnicy - ja między książkami, 2) klucz figur: wampir, wilkołak... MP - Czemu nie ma wiedźmina? - DM - Bo jest tylko manewrem na temat wiedźmy! 3) wywiady z twórcami. Z wszystkimi rozmawiałam osobiście. Ta książka naprawdę nie jest zła! Potem były pożegnania na dziedzińcu i pod zamkową bramą. Trudno się rozstać z Nidzicą.
autor: Ela Magiera i Bożenka Wasak
Nidzicki zamek znów został zaanektowany przez brać fantastycznych ludzi, którzy już od siedmiu lat zjeżdżają się w jego mury, by bawić się do upadłego. Czterodniowy Festiwal, który przywędrował tu z Olsztyna - impreza nam się rozrosła i miejsca w Olszynie nie stało - gromadzi corocznie śmietankę polskich twórców, znanych miłośnikom gatunku, od szacownego nowo średniowiecznego Lecha Jęczmyka, Andrzeja "Wiedżmina" Sapkowskiego, Marka Znawcę Piw Oramusa, Maćka Parowskiego, Marcina Wolskiego, Lidię Kossakowską i wielu, wielu innych. W tym roku progi zamkowe odwiedzili również goście z zagranicy: Pat Cadigan autorka "Wgrzeszników", Andreas Eschbach twórca "Gobeliniarzy", wydawcy ze słonecznej Hiszpani oraz nasi słowiańscy bracia, duet pisarski H.L. Oldi. Ale czym byłby Festiwal bez rzeszy wiernych fanów, która w coraz to liczniejszej gromadzie szturmuje zamkowe krużganki, by chłonąć ukochaną fantastykę. Nie zabrakło na Festiwalu dobrej zabawy, konkursu strojów, walk Wikingów, filmów i pogaduch do białego rana. Rozdano po raz dziesiąty nagrody Sfinksa dla najlepszych utworów, tych krótszych i tych dłuższych, rodzimych i przybyłych do nas dzięki wyśmienitym tłumaczeniom za rok 2003. Pogoda jak zwykle płatała mam figle, ale nie odebrało to nikomu chęci do spędzenia czasu przy ognisku i na wielkiej Uczcie Asterixa, gdzie miód, piwo i inne trunki pito, gaworząc w różnych językach i narzeczach. Po Festiwalu Poligon czas zacząć. Najwytrwalsi na placu boju zostali, by po ciężkim znoju, oddechu trochę złapać i sił nabrać. A czegośmy tam nie robili? Grilowanie, tańcowanie, z łuku strzelanie, filmów oglądanie, kajakowe pływanie, konkursowe śmiechy i morze uciechy. Przyszedł wreszcie koniec tej imprezy miłej, łza się w oku zakręciła, uściskom i buziakom końca nie było. Oby nam się w przyszłym roku również poszczęściło.
autor: Ewa Wichman
XI Festiwal Fantastyki A.D. 2004 w Nidzicy przebiegał w miłej i twórczej atmosferze, na co wyraźny wpływ miała spora ilość złocistego trunku o stosunkowo niewielkiej procentowości. Osobnicy nie będący Wybitnymi Pisarzami, którzy trunku owego nadużyli, w sposób dyskretny zostali z Festiwalu usunięci, natomiast nadużywający Wybitni Pisarze traktowani byli z pełną wyrozumiałością. Odbyły się zaplanowane wykłady oraz spotkania z twórcami, z których niektórzy (patrz wyżej: Wybitni Pisarze) byli wyraźnie niezadowoleni, a to z powodu zetknięcia się z fanami o niższym od ich samych potencjale intelektualnym. Cóż, nigdy wszystkim nie dogodzisz, zwłaszcza gdy pochodzisz z miasta Łodzi. Frekwencja na spotkaniach dopisała, właściwie to nie dopisała tylko pogoda, co zresztą nikomu specjalnie nie przeszkadzało (może poza dzikiem z uczty Asteriksa, który jednak powstrzymał się od komentarza). Osoby znające niektóre języki obce oraz nieco mniej obce (czyli tzw. troglodyci) miały szansę wykazać się w rozmowach z gośćmi festiwalowymi z Anglii, Niemiec, Hiszpanii oraz Ukrainy. Największą furorę wywołał taniec pogo w wykonaniu Pat Cadigan, szkoda tylko, że do podkładu Depeche Mode. Odbył się konkurs strojów, pogromcy duchów konkurowali z krwistymi kapłankami oraz rycerstwem z odzysku. Wikingowie dali z siebie wszystko w walce na śmierć i życie na zamkowym dziedzińcu, największym kunsztem wykazał się zwłaszcza Krzyś pseudo Zawisza Czarny (lat prawie 4), pokonując jednego z wojów. Podczas benefisu Lecha Jęczmyka młodsi uczestnicy konwentu dowiedzieli się co nieco o dawnych, kombatanckich czasach polskiej fantastyki, kiedy piwo lało się strumieniami, kobiety były piękniejsze, a Wielcy Pisarze nieco szczuplejsi. Ech, łza się w oku zakręciła. Co przywodzi na myśl reakcję Andreasa Eschbacha, autora "Gobeliniarzy" (świetnych!), po obejrzeniu teatralnej adaptacji swojego dzieła przez amatorski, lecz pełen zapału zespół młodzieży ze Słupska. Podczas trzydniowego Poligonu w Kalborni (czyli wg. niektórych części właściwej festiwalu) nastroje braterskie były umiejętnie podsycane piwem Irish Style, którym można się było nieźle naświergolić. Zwłaszcza po umiejętnym wymieszaniu ze słusznymi miodami (Mazurskimi zresztą) oraz litewskim 999 (po odwróceniu 666). Z powodu wahnięć aury nie odbyły się zapowiadane mecze piłkarskie (na szczęście pokazom filmowym to nie przeszkodziło), natomiast zamek w Malborku nie zawiódł oczekiwań. Wspomniany wyżej Andreas z uwagą zapoznawał się z rozkładem sal rycerskich - może niedługo rozpoznamy je w kolejnej powieści? Środa to jak zwykle czas pożegnań, a nieoceniony organizator, animator, tudzież wydawca Wojtek S. namówił jeszcze ostatnich poligonistów na wyprawę kajakową po jeziorze Dąbrówno. Po czym pozostało tylko rozpocząć odliczanie dni do kolejnego Festiwalu (to już tylko za rok!).
|